sobota, 15 kwietnia 2017

'Wielkanocna' sesja dla kawiarni 'Sweet Home Silesia', Katowice. I... Spokojnych Świąt!




Kochani! Dziś nie będę Wam wklejać jajek. Ani pisanek ani tym bardziej baranków.
W ramach wprowadzenia w klimat Wielkiej Nocy - kilka smacznych fotosów z sesji dla Sweet Home Silesia - pięknej kawiarni z jeszcze piękniejszymi mono deserami <3 (Jedną sesję pokazywałam Wam już tutaj - kilk). 
Taka świąteczna kolorowość i detal :) 

A teraz krótko i na temat - bo po tym poście na dwa dni nie zaglądam do komputera i życzę Wam tego samego - od serca. Odłóżcie telefony, tablety i facebooki, nie klikajcie, nie sprawdzajcie. Pobądźcie trochę z sobą. Quality time. Tego Wam życzę :-)) 

Pięknych Świąt! 

Wasza - Nat. 












środa, 12 kwietnia 2017

Wielkanocny pasztet z białej fasoli z jajem (Easter white beans pâté with egg).



Kolejna inspiracja która może zagościć na Waszym tegorocznym wielkanocnym stole :) 
Z cyklu 'jajo' dla 'Mody na Zdrowie'. 
Jeśli szukacie czegoś lekkiego, i naprawdę - z a s k a k u j ą c o (!) pysznego - polecam spróbować! 
U nas ten pasztecik był hitem, i z jajem czy bez, na pewno jest do powtórzenia. 

I cóż, wreszcie przepis dla tych, którzy nie jedzą mięsa - korzystajcie, bo takich przepisów tu w sumie niewiele ;-) 


• • •

* Tradycyjnie już, pozwolę sobie podać przybliżone makro: 
• waga całego pasztetu: ok 1260 g
• rozkład makroskładników w 100 g: 
168 kcal 
B: 5,3
W: 11,2
T: 10,63







Wielkanocny pasztet z białej fasoli z jajem
(na średnią keksówkę; 20 - max 30 cm x 11 cm) 


2 puszki białej fasoli, odsączone
2 duże cebule, grubo pokrojone
1 jabłko, obrane, pokrojone na kawałki 
1 łyżka masła klarowanego 
1 - 2 łyżeczki suszonego tymianku 
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej 
60 g płatków owsianych, zmielonych w malakserze na mąkę
100 g oleju roślinnego 
sól (sporo) i świeżo mielony pieprz, do smaku 
3 ugotowane na twardo jajka 


Na patelni, na maśle klarowanym, podsmażamy do miękkości cebulę i jabłko doprawione tymiankiem i solą (na małym ogniu, aż nabiorą delikatnie złotego koloru).

W dużej misce miksujemy do gładkości fasolę, podsmażoną cebulę, olej i mąkę owsianą, doprawiamy do smaku solą, gałką muszkatołową (możecie oczywiście popróbować własnych kombinacji smakowych, ale w tej formie pasztet jest naprawdę pyszny). 

Piekarnik nagrzewamy do 180 st C 

Połowę masy przekładamy do wyłożonej papierem do pieczenia keksówki, układamy jajka lekko je wciskając, zakrywamy drugą połową pasztetu. Wyrównujemy wierzch. 

Pieczemy ok 45 - 50 min. 
Przed przekrojeniem zupełnie studzimy - pasztet jest bardzo delikatny. 


Smacznego! 



środa, 5 kwietnia 2017

Jajka faszerowane pieczarkami. Na Wielkanoc. (Eggs stuffed with mushrooms. Perfect for Easter.)



Temat przewodni: j a j o :) 
I robiłam te jaja w jeden dzień, bo zapomniałam ze luty taki krótki ;-) hihi, a deadline do końca miesiąca :D Mistrz! 
I to w dzień tuż po powrocie z całkiem długiego urlopu, wiecie jak to po urlopie - t o t a l n i e odklejona od rzeczywistości i półprzytomna. 
Ale jest! I mam już te wielkanocne jaja, ze tak powiem, za sobą ! ;-) 

Jeszcze coś z tego jajecznego cyklu na pewno się tutaj pojawi. 
A realizacja oczywiście, dla 'Mody na Zdrowie'. 

Tymczasem! Wiosna w pełni! Sezon parapetowy w pełni, czyt. ja z laptopem na kolanach + koty razem ze mną - cały ten majdan na j e d n y m parapecie. Tank's God(!) za szerokie parapety w kamienicach! <3 U w i e l b i a m! 
Także jakby ktoś się dziwił, żem taka opalona... To już wiecie :) 

• • • 

PS.
A swoją drogą, może macie Kochani jakieś fajne przepisy na faszerowane wielkanocne jaja? 
Podzielicie się w komentarzach? Będę wdzięczna! 


• • • 




Jajka faszerowane z pieczarkami (na Wielkanoc i nie tylko!) 
(porcja dla dwóch osób) 


4 jajka, ugotowane na tardo 
1 łyżka majonezu 
1 łyżka jogurtu greckiego 
4 duże pieczarki, drobniutko posiekane 
1 łyżka masła klarowanego
sól i świeżo mielony pieprz, do smaku 

szczypiorek, posiekany, do posypania


Jajka przekrawamy na pól, ostrożnie wyjmujemy żółtka. W miseczce zgniatamy żółtka widelcem z dodatkiem majonezu i jogurtu greckiego. 
Pieczarki podsmażamy na maśle klarowanym. 
Łączymy masę z żółtek z pieczarkami, doprawiamy do smaku. Do każdej połówki białka wkładamy łyżką solidną porcję nadzienia.
Posypujemy świeżym szczypiorkiem (możecie też posypać jajka np. natką pietruszki, koperkiem czy posiekaną rzeżuchą). 


Smacznego! 



środa, 22 marca 2017

Wysokobiałkowe placuszki twarogowe (High protein pancakes)



Tak jak obiecałam - biorę się za bloga! 
Na pierwszy ogień idą wysokobiałkowe placki twarogowe. Są pyszne i super łatwe do zrobienia - po prostu miksujemy na gładko wszystkie składniki - jak na sernik, a następnie wylewamy łyżką porcje ciasta na mocno rozgrzaną patelnię. 

Czekam na sezon owocowy żeby zjeść ja z malinami... (!) 
Bardzo polecam ! 

(I  u w a g a  uwaga! Na końcu przepisu podaję rozkład makro i kaloryczność - zarówno samych placów jak i dokładnie tej porcji, która jest na zdjęciu - z sosem i masłem orzechowym.)



Wysokobiałkowe placuszki twarogowe 
(porcja dla jednej (!) - naprawdę dużo! ; tudzież dwóch osób) 


250 g twarogu półtłustego 
3 jaja M
15 g odżywki białkowej (u mnie waniliowa) 
15 g budyniu waniliowego bez cukru 
10 g ksylitolu lub erytrytolu (można więcej jeśli lubicie słodko) 
3 g (1/2 łyżeczki) proszku do pieczenia 
5 g oleju kokosowego, do natłuszczenia patelni 

proponowana polewa: 
1 (70 g) mały banan 
sok z cytryny, do smaku 
35 g mleka kokosowego

15 g masła orzechowego (opcjonalnie) 
cynamon (do posypania)


W dużej misce miksujemy na gładką masę wszystkie składniki na placuszki (najwygodniej ręczną 'żyrafą'). 
Mocno rozgrzewamy nieprzywierającą patelnię (używam płaskiej patelni do naleśników), rozprowadzamy na patelni odrobinę oleju kokosowego. Łyżką nakładamy porcje placuszków (1 duża łyżka = 1 placek - ciasto delikatnie rozleje się po patelni). Smażymy na złoto-brązowo, po czym odwracamy szpatułką placuszki i smażymy jeszcze chwilkę (dosłownie 30 - 40 sek. z drugiej strony). 

Placuszki pięknie trzymają kształt i mają super konsystencję - małych serniczków :) 
Układamy placki w stosik tudzież jak tam lubicie. 

Polewamy dowolnym sosem (np. zmiksowane maliny; truskawki itd). Na zdjęciu sos z banana, mleka kokosowego i odrobiny soku z cytryny na przełamanie smaku. Dołożyłam też łyżeczkę (15 g ) masła orzechowego :-) 
Smacznego! 

* * * Rozkład makroskładników dla DOKŁADNIE TYCH PLACUSZKÓW 
(cała porcja, z sosem i masłem orzechowym): 
968 kcal 
Białko: 78
Węglowodany: 40
Tłuszcze: 46

* * * Rozkład makroskładników dla SAMYCH PLACUSZKÓW 
(bez sosu i bez masła orzechowego) 
745 kcal 
Białko: 74
Węglowodany: 22
Tłuszcze: 31






poniedziałek, 20 marca 2017

N i e k u l i n a r n i e. OSOBIŚCIE. TO JUŻ 6 (!) LAT. I 'REBEL SKIN', czyli moje nowe 'dziecko' :)


Hello! To R O C Z N I C A ! 

Kochani! Jak i znów przegapiłam rocznicę bloga hihi, która to już?! 
SZÓSTA?! :D 
Cóż, to co tutaj pokazuję, żyje i rozwija się wraz z nami, wraz ze mną. Jeszcze kilka lat wstecz, blog aż kipiał od kuchni włoskiej i ciast drożdżowych, które szczerze uwielbiałam - a i one chyba lubiły mnie bo rosły ładnie i zawsze wychodziły :) No i jak pachniały!... 
Teraz od dłuższego już czasu wchodzę głębiej i głębiej w dietetykę i ... moje poglądy na jedzenie, delikatnie rzecz biorąc, MOCNO ewaluowały. Jem zdrowo, prosto i maksymalnie odżywczo i naprawdę obiecuję, że te przepisy, te które sama stosuję na co dzień, znajdą się w końcu tutaj - w pięknej oprawie fotograficznej. O b i e c u j ę. Tylko potrzebuje znów na to ciut więcej czasu. 
Będą wypieki bez pszenicy, opcje śniadaniowe (naleśniki, placuszki), posiłki które można zrobić naprawdę w 15 min ( w tej kwestii nic się u mnie od czasów 'kuchni włoskiej' nie zmieniło) i zapakować do pudełka. 
Zabiorę się, jeszcze tej wiosny :) 

R e a l i z a c j e.

Wciąż robię zdjęcia dla 'Mody na Zdrowie' i mimo że nie mam ze strony redakcji takich obostrzeń - są to zawsze rzeczy które jem i polecam do jedzenia moim klientkom. Jestem tu ze sobą całkowicie szczera. Wszystko co gotuję w domu - jest zgodne z zasadami, które przekazuję. Gazetkę możecie sobie nabyć w aptekach, ale staram się też wrzucać co wartościowsze rzeczy na bloga. 
Zdarzają się też sesje w y j a z d o w e - jak sesje produktowe w piekarni czy w restauracjach - i takie realizacje także Wam pokazuję - to przeca fotografia kulinarna jest ;-) Co nie znaczy, że to zjadam! :) 

Jakiś czas temu postarałam się zaktualizować zakładkę 'WSPÓŁPRACA' gdzie wypisane są moje realizacje. 
Foty z sesji znajdziecie też na blogu wpisując w wewnętrzną wyszukiwarkę 'sesja' - tyle wystarczy. 

PODRÓŻE.

Nazwa bloga zobowiązuje, co? :) 
Hihi w tej kwestii wiele się nie zmieniło, dalej jeżdżę i dalej kosztuję na wyjazdach. Uwielbiam to! Co prawda teraz z niejakimi obostrzeniami, ale przyznaję że na wakacjach trochę 'luzuję' i czasem coś średnio legalnego wpadnie. Bo jak tu choć raz nie zjeść baklavy będąc w Grecji?! Pizzy we Włoszech. Na to sobie pozwalam. 
Dbam i aktualizuję zakładkę 'PODRÓŻE', także jeśli tylko macie ochotę - oglądajcie! 
Teraz siedzę i obrabiam foty z Gran Canarii z lutego - jak ogarnę to tez wrzucę :) 

REBEL SKIN. artistic sportswear.

I wreszcie! 
Mimo, że fest niekulinarnie, bardzo bardzo chce Wam pokazać nad czym ostatnie miesiące z P. ciężko pracowaliśmy. 
WŁASNY BRAND ODZIEŻOWY :) 
Zaskoczeni? :-) 
Pomysł przyszedł sobie na wyjeździe, wiecie jak jest, chill out i czerwone wino. Dużo pracuję jako trener i instruktor fitness, i bardzo często klientki pytały gdzie kupuję legginsy. I poszło. Pomyślałam, czemu mam ciągle polecać 'obcych', może warto zrobić 'swoje'! I się zaczęło. Długa historia, jak jesteście ciekawi odsyłam do naszej pięknej strony, która już śmiga, do zakładki 'o nas' to sobie poczytajcie :) Tutaj - klik ----> link. 
W każdym razie! REBEL SKIN już jest, z czego jestem naprawdę bardzo bardzo dumna! Szyjemy w Polsce, z rodzimych dzianin funkcyjnych i a nasze legginsy są projektowane przez fantastycznych polskich artystów. Naprawdę piękna sprawa, zrobić coś od zera i widzieć efekty :) 

Jako, że jest mi to wszystko bardzo bliskie, szczerze zapraszam do polubienia i choć obczajenia. Dodaję, ze wszystko, łącznie z fotami (a jak!) i stroną internetową (a jakże!) zrobiliśmy zupełnie sami :D Da się? No  w s z y s t k o  się da! 

I konkrety poniżej: 

www.rebelskin.pl 


I kilka fotosów, na zajawkę ;) 
Więcej - na stronie i na fb.
















wtorek, 14 marca 2017

Słodko - pikantne tajskie skrzydełka z kurczaka (Sweet and spicy thai chicken wings)




Kochani, po dłuższym okresie milczenia - wrzucam skrzydełka :) 
Jedne z moich ulubionych - słodko - ostre - super 'sticky', i totalnie rozpadające się. Cudo! 

Tak, to jeden z tych przepisów o których wspominałam w kontekście krewetek ;) tutaj - klik. 


Po powrocie z Kanarów czekam na wiosnę. 
Pochowałam zimowe rzeczy i trochę zimno z rana ;) 
Czekam. 


Zróbcie te skrzydła! 
Przetestowane na urodzinach P. i jednoznacznie zrobiły furrorę :) 


• • • 


Słodko - pikantne tajskie skrzydełka z kurczaka
(porcja dla dwóch - czterech osób) 


1 1/2 kg skrzydełek z kurczaka 
sól morska, do smaku 

1/2 szklanki tajskiego sosu słodko - pikantnego 
6 łyżek sosu sojowego 
3 łyżki tajskiego sosu rybnego
3 łyżki cukru kokosowego ‚House of Asia’ 
2 łyżki żółtej pasty Curry ‚House of Asia’ 
2 - 3 łyżki soku z limonki 
4 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę 

świeża kolendra, do podana 
zielona część cebuli dymki, posiekana, do podania 
biały sezam, do posypania


Nagrzewamy piekarnik do 160 st C. 

W miseczce łączymy wszystkie składniki na glazurę: sos słodko kwaśny, sojowy i rybny, cukier kokosowy, pastę Curry, sok z limonki i czosnek. 

Skrzydełka myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Odcinamy końcówkę i przepoławiamy każde skrzydełko. Przekładamy mięso do dużego naczynia żaroodpornego, zalewamy przygotowaną glazurą. 
Wstawiamy do nagrzanego piekarnika, pieczemy przez 2,5 - 3h (aż skrzydełka będą pięknie skarmelizowane i ‚lepkie’ od glazury; dużo zależy od piekarnika, jeśli rumienią się za szybko - w początkowej fazie pieczenia przykryj je folią; jeśli za wolno - podkręć temperaturę piekarnika na ostatnie 30 min. do 180 - 190 st C.) 

Gotowe skrzydełka podajemy oprószone białym sezamem, posiekaną kolendrą i szczypiorem. Mięso odchodzi od kości i rozpływa się w ustach... 

Polecam! <3 

Smacznego!

wtorek, 17 stycznia 2017

Ciasto mandarynkowe (bez pszenicy i bez cukru rafinowanego)




Kochani! Kolejna opcja na 'zdrowe' ciacho ;-) 
Bez mąki pszennej i bez cukru (jeśli nie martwice się takimi drobiazgami, można of course użyć klasycznej mąki i cukru). 
Tutaj na mące kokosowej + migdałowej, ale w planach mam zamiar poeksperymentować z innymi - ciasto jest smaczne, ale mocno zbite (przez kokosa). 
W razie czego, jak wyjdzie mi coś jeszcze lepszego - zaktualizuję tego posta i dopiszę wersję II ;D 
Co Wy na to?? 


:) 

Smacznego! 


•            •             • 


Ciasto mandarynkowe (bez pszenicy i bez cukru rafinowanego) 
(porcja na tortownicę o średnicy 20 cm) 


400 g mandarynek (ok 4 średnie sztuki) 
6 jajek
120 g ksylitolu (lub inne słodzidło: cukier kokosowy nierafinowany / erytrol / stewia)
100 g mąki migdałowej (można zmiksować na mąkę paczkę migdałów) 
80 g mąki kokosowej
1 łyżeczka sody oczyszczonej 
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 


Mandarynki w całość wkładamy do garnka z gorącą wodą, gotujemy ok 1h - aż będą zupełnie miękkie. Ugotowane, studzimy, przekrawamy na pół, wyciągamy ewentualne pestki. Blendujmey mandarynki na gładką masę. 

W dużej misce ucieramy mikserem jaja z cukrem - ok 5 - 6 minut, aż masa będzie jasna i puszysta. 
Dodajemy puree mandarynkowe, mąkę kokosową i migdałową, proszek do pieczenia i sodę. Całość mieszamy delikatnie drewnianą łyżką - aż do połączenia się składników. 

Piekarnik nagrzewamy do 180 st C. 

Blachę (u mnie okrągła tortownica o średnicy 20 cm) smarujemy masłem klarowanym lub olejem kokosowym. Wykładamy ciasto do tortownicy (będzie dość gęste), wyrównujemy wierzch. 
Pieczemy ok 35 - 45 min (bez termoobiegu) - aż góra będzie ścięta i ładnie zarumieniona. 

Przed pokrojeniem - całkowicie studzimy. 


Smacznego! 



WARTOŚCI ODŻYWCZE 
(PRZYBLIŻONE) 
1 porcja = ok 120 g (1/8 ciasta) 
w porcji: 310 kcal 
B: 11,18
W: 31,97
T: 13,56




sobota, 14 stycznia 2017

Tajskie smażone krewetki (Thai fried prawns)



Moi Drodzy! 
Tym p i ę k n y m zdjęciem rozpoczynam krótki cykl (dobrych kilka przepisów) dań kuchni tajskiej. Tudzież tajszczyzną inspirowanej. Zwał jak zwał. 

Otóż pod koniec roku umyśliłam sobie naiwnie, że wygram pewien konkurs i tym samym zgarnę w pięknym stylu - bilety do Tajlandii. No bo, why not?! Foty jakoś tam robić umiem, parę fajnych przepisów kuchni tajskiej wymyślę i, a nuż! A nuż się uda. 
No nie udało się, of course. Trochę się zirytowałam, o naiwna (!) i obraziłam. W sumie nawet nie wiem na kogo. Chyba najbardziej na siebie samą i swoje podejście do całej sprawy, eh. 
*(Tak, tak, pracuję nad sobą. Intensywnie.) 

Po miesiącu od precedensu, emocje opadły, upchnęłam urażoną dumę do kieszeni i postanowiłam chociaż opublikować te nieszczęsne przepisy. Niech choć one ujrzą światło dzienne. 
Choćby przez wzgląd na te PRZEPIĘKNE KREWETKI, które bogu ducha winne całej hecy. 

Z wyżej więc opisanego powodu, na niektórych fotach z tajszczyzną, pojawić się może opakowanie producenta i organizatora tegoż konkursu. Nie lubię takich zdjęć, nie podobają mi się, ale takie były warunku konkursu (foto z produktem w tle) - tak też sumiennie czyniłam. Bo podobała(by) mi się Tajlandia. B a r d z o. 
To tak, żebyście wiedzieli, że to żaden 'product placement' :) 



Tym samym zostawiam Was z krewetkami. 
Enjoy! 






Tajskie smażone krewetki
(porcja dla dwóch osób) 


500 g świeżych krewetek tygrysich
20 g owoców tamaryndowca (suszonych), namoczonych w trzech łyżkach gorącej wody
1 łyżka oleju kokosowego ‚House of Asia’ 
2 duże szalotki, posiekane
5 ząbków czosnku, posiekanych 
1 czerwona papryczka chilli, posiekana
2 łyżki tajskiego sosu rybnego 
1 łyżka sosu Sriracha 
1 łyżka sosu sojowego 
1 łyżka cukru kokosowego ‚House of Asia’
szczypiorek, do podania 


Krewetki myjemy i dokładnie osuszamy papierowym ręcznikiem. Z każdej krewetki ściągamy pancerzyk (głowy zostawiłam, żeby wydobyć z krewetek maksimum smaku), płytko nacinamy cześć grzbietową i wyciągamy przewód pokarmowy (ciemna żyłka). 
Tak przygotowane krewetki czekają gotowe do usmażenia. 

Na dużej patelni rozgrzewamy olej kokosowy. Wrzucamy szalotki i czosnek, podsmażamy, ciągle mieszając. Dodajemy pozostałe składniki: tamaryndowca, chilli, sos sojowy, rybny, Srirache i cukier kokosowy. Redukujemy chwilę na dużym ogniu, po czym wkładamy na patelnię krewetki. 
Cięgle mieszając, smażymy krewetki przez 2 - 3 minuty - sos musi mocno zgęstnieć, a krewetki 'zawinąć się'. 

Przekładamy krewetki na talerz. 
Serwujemy gorące, posypane świeżym szczypiorkiem* 
* (szczypiorek porozrywałam wzdłuż włókien na cienkie paski i zanurzyłam je na moment w lodowatej wodzie. Uzyskujemy wtedy efekt ciekawych sprężynek). 

Krewetki są rewelacyjne w smaku, a ich przygotowanie trwa moment. To esencja tajskiego balansu pomiędzy smakami: słodkim, kwaśnym, słonym i ostrym. 

Polecam z całego serca! 

Smacznego!



piątek, 6 stycznia 2017

Pyszne (!) brownie z fasoli. Bez pszenicy, bez cukru.



Kochani! Witam Was po przerwie w Nowym Roku ;* 
Życzę piękna i szczęścia. Abyście robiąc w grudniu podsumowanie, pomyśleli sobie - 'to był d o b r y rok!' <3 <3 <3 

Proszę przepis na kolejne zdrowe ciacho - bezsprzecznie najlepsze jakie do tej pory zrobiłam (obok mojego bananowego chlebka bez glutenu). 
Lekkie i delikatne, super wilgotne. Spróbujcie koniecznie, szczególnie jesli szukacie zdrowych alternatyw do tradycyjnych słodyczy ;) 





Pyszne (!) brownie z fasoli 
(porcja na mała tortownicę; średnica 16 cm) 


350 g czerwonej fasoli (może być z puszki; jeśli gotujemy - waga po ugotowaniu) 
4 jajka (u mnie M) 
3 łyżki gorzkiego kakao 
2 bardzo dojrzałe banany (niewielkie, ok. każdy ok 80 g po obraniu) 
3 łyżki ksylitolu (lub więcej, jeśli jest Wam mało słodkie)  
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
1 płaska łyżeczka sody 
2 łyżki oleju kokosowego + do nasmarowania blachy 

*opcjonalnie, 10 suszonych śliwek, posiekanych 

polewa: 
1 tabliczka czekolady (dobrej jakosci) 
1 łyżka oleju kokosowego 
opcjonalnie, 1 łyżka naturalnego miodu


Wszystkie składniki (oprócz śliwek) blendujemy na gładką, jednolitą masę. Na koniec dodajemy posiekane śliwki, mieszamy (można dodać jeszcze rodzynki, orzechy czy kawałki czekolady :) ) 
Nagrzewamy piekarnik do 180 st C. 
Tortownicę smarujemy olejem kokosowym (lub masłem klarowanym), przekładamy do niej masę.
Pieczemy ok 30 - 35 min. Odstawiamy do całkowitego wystudzenia, zanim zaczniemy kroić. 


Składniki polewy roztapiamy w garnuszku z grubym dnem. Polewamy wystudzone ciacho. 


Smacznego!