Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 września 2017

M i s k a pełna smaku. Recenzja książki BOWL LOVE, David'a Bez.



Kochani! Ostatnimi czasy w łapki wpadła mi piękna książka - jak najbardziej przystająca do mojego ostatniego 'kuchniopodejścia' - ma być prosto, szybko i maksymalnie odżywczo. A przy tym p i ę k n i e - jak na estetkę przystało, nie wolno mi pomijać też tego aspektu sprawy :) 
Dziękuję wydawnictwu BUCHMANN za BOWL LOVE David'a Bez! 

Książeczka średnich rozmiarów, poręczna, miękka okładka i .. całkiem sporo treści, aż ponad 150 inspiracji na dania 'w misce'. Bo taka jest właśnie myśl przewodnia całości. Kolorowo, odżywczo, jest białko, są węglowodany, trochę tłuszczy i dużo warzyw. A to wszystko w jednej, skomponowanej pod kątem smaków i tekstur misce. Przyznacie, że wdzięczna idea? 

Autor dzieli właściwe przepis na dwa główne działy - 'na mokro' i 'na sucho'. Fajnie, znacznie ułatwia nam to nawigację i rozeznanie w treści. 





David Bow, właściciel knajpki w Londynie, w ramach wstępu przybliża nam swoją filozofię jedzenia i myślenia o jedzeniu. Stawia na świeżość, sezonowe składniki i prostotę w przygotowaniu. Jest mocno personalnie, przez to (dla mnie) przekonująco. 





Zanim przystępuje do konkretnych przepisów - pokazuje czytelnikowi jasną i klarowaną bazę, w ramach których komponowane są późniejsze pozycje - ANATOMIĘ BOWL FOOD. Super! Klarowanie rozpisane elementy które składają się na całość: Baza, warzywa, białka, 'toppingi' (dodają pazura!), zioła i (w przypadku propozycji na morko) płyn - czyli bulion albo zupa krem. 

We właściwej części książki znajdziemy już konkretne przepisy w jasnej, ujednoliconej formie. Bardzo czytelnie i klarownie, choć przez to w moim odczuciu, fotografie tracą na finezji (ale tu już moje prywatne zboczenie fotografa kulinarnego). Z drugiej strony - wyraźnie widać 'a n a t o m i e' poszczególnych misek, całość ostra - tu na plus. 






Fajna opcją są też specjalnie oznaczone warianty poszczególnych dań, np. dla wegetarian, dla wegan czy opcja (z tą samą bazą) dla mięsożerców (czyli dla mnie chociażby ;-) ) 




Naprawdę, nawet z bardzo przeciętnymi umiejętnościami kulinarnymi - z tą książką spokojnie ogarniesz! Gwarantuję! 
Ciekawa, świeża pozycja, podana w fajnej formie. 

Naprawdę polecam! 



BOWLLOVE
Zdrowe i odżywcze miski pełne smaku
David Bez
Wydawnictwo Buchmann
Data premiery: 13.09.2017

czwartek, 13 lipca 2017

Śródziemnomorska enklawa w sercu Kato. Il Sole. Recenzja restauracji.




Il Sole. S ł o ń c e. Nowe bistro / restauracja w samym centrum Kato. 
W zeszły weekend mieliśmy okazję się tam wybrać, zobaczyć, posmakować. 
Jak było? Czy było warto? 
Już piszę! Ale po kolei...





Lokal mieści się przy ulicy Słowackiego, także ścisłe centrum miasta. Całkiem spora powierzchnia, dwa poziomy. Zajęliśmy stolik na górze, dół restauracji to obszerna piwnica - nie moje klimaty, wolę biel i dużo słońca. A taki jest właśnie wystrój bistro na górze. Bielona cegła, drewniane stoły, dużo światła i piękne niebiesko - turkusowe dodatki. 

Całość robi wrażenie greckiego klimatu, gdzie biel łączy się z różnymi odcieniami niebieskiego. Bardzo w moim stylu, bardzo ładnie. 

Zamówiliśmy po piwku i tu miła niespodzianka - z kija leje się Amber, więc całkiem przyjemnie. Stanęło na dwóch Koźlakach. 




Na przystawkę: Piotrek hummus, ja (a jakże, ze swoimi mięsożernymi upodobaniami) carpaccio. Hummus w dwóch małych miseczkach - dwa różne rodzaje, jeden klasyczny drugi, delikatnie czerwonawy - z pomidorami (?). 

Bardzo estetycznie podany, w smaku super, jedyne zastrzeżenie to może ciut za mało soli - ale to kwestia bardzo indywidualna, no i na stole stoi solniczka ;-) 
Do hummusu całkiem sporo chlebka.





Moje carpaccio - p r z e p y s z n e ! Absolutnie trafione danie, słone kapary, świeżutka, delikatna wołowinka i solidne wióry parmezanu. Jadłam z prawdziwą przyjemnością, i myślę, że kolejnym razem do tego właśnie dania wrócę. 




Jako danie główne zadecydowałam się zamówić (po rekomendacji właścicielki) pierś z kaczki. Jako że nie jem pszenicy, kaczucha wjechała na puree z zielonego groszku ( w sumie nie dopytałam co było oryginalnie przewidziane do tego dania...). Całość .. w sosie truskawkowym :) Bardzo trafione połączenie! Byłam zaskoczona smakiem, ale naprawdę wszystko idealnie do siebie pasowało. Samo mięso - cudnie przyrządzone, mięciutkie w środku, jeszcze delikatnie różowe (tak jak lubię), skórka dobrze skarmelizowana i chrupka. 
I (!) jako przysłowiowa kropka nad i - gałązka rozmarynu usmażona na chrupko na głębokim oleju. Coś fantastycznego! 






Piotrek zamówił tagine z kurczakiem, i tutaj również byliśmy zachwyceni - przede wszystkim s m a k i e m ! Danie doprawione w sposób nie budzący żadnych wątpliwości, że jest to kuchnia marokańska, podane oczywiście w odpowiednim naczyniu, gorące, pachnące, pyszne. Na bazie z kuskusu masa dobroci - orzechy ziemne i nerkowce, cieciorka, kawałki rozpływającego się ustach mięsa z uda kurczaka, bakłażany, cukinia... 

Cudo! Chcę tu jeszcze wspomnieć, że danie jest ogromne! Myślę że spokojnie wystarczyło by ‚na pół’ na dwóch, ciut mniej jedzących osób ;-) Piotrek ledwo dał radę ;-) 




Wrócimy na pewno! 
Bardzo, bardzo pozytywne, p r a w d z i w e miejsce. Kuchnię określiłabym najtrafniej śródziemnomorskim mix’em, w jak najbardziej pozytywnym tego zwrotu znaczeniu. Porcje duże a połączenia ciekawe i przemyślane. I muzyka odpowiednia :) 
Do tego - przesympatyczni właściciele, którzy włożyli w lokal kawał serca - i to jest widoczne. Szczerze polecam! 

Życzę powodzenia, dziękuję i pozdrawiam! <3 

(ps. załączam foto zmiecionych do czysta talerzy ;-)) )




czwartek, 7 maja 2015

'Pataya Sushi'. Recenzja. VII Tydzień Restauracji Groupon.



Kochani, wciąż jeszcze trwa VII Tydzień Restauracji organizowany przez portal Groupon! Jeszcze do niedzieli (10.05), będziecie mogli zakupić Groupony w bardzo okazyjnych cenach :) Tutaj - klik, pełna lista restauracji i lokali biorących udział w akcji, zarówno z Katowic jak i z okolicznych miast na Śląsku. 
Przypomnę jeszcze że ta edycja ma charakter specjalny - część zysku (a konkretnie 10 PLN od każdego sprzedanego Grouponu) zostanie przekazana Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce. Ambasadorem projektu została Natalia Kukulska, a partnerami wydarzenia zostało ponad 200 restauracji z całej Polski!

Jeśli chodzi o nas, to niezmiennie znajdujemy wśród ofert coś dla siebie. Staramy się odwiedzać nowe miejsca, szczególnie że mamy tendencję do fiksowania się na kilku ulubionych lokalach :) Tak więc jest i nowe miejsce tym razem! 

Restauracja 'Pataya Sushi' w Gliwicach. Głównie sushi, ale nie tylko. Usytuowana na ulicy Bankowej 5, tuż przy Gliwickim rynku, w samym centrum naprawdę ślicznej, wyremontowanej starówki. 
W Menu głównie Sushi, ale także sałatki, zupy (jedną mieliśmy okazję skosztować), ryby z grilla, makarony i dania z ryżem. Jest więc w czym wybierać, i nawet osoba niebędąca miłośnikiem sushi, zapewne znajdzie coś dla siebie. Wszystko oczywiście utrzymane w azjatyckich klimatach. Jednocześnie menu nie jest za duże, całkiem to w sumie wszystko zgrabnie i logicznie wygląda. 






Sam wystrój lokalu utrzymany jest w bardzo prostej formie, drewniane stoliki i krzesła, oświetlenie na metalowych stelażach, dużo przestrzeni. Samo wnętrze starej kamienicy z ogromnymi, zakończonymi łukiem oknami jest piękne, podobała mi się ta prostota i absolutny brak zagracenia (co zresztą mocno nawiązuje do japońskiego minimalizmu). 
Na stolikach bambusowe maty i śliczny mały bukiecik świeżych (!) kwiatków - super! Ładna, stonowana kolorystyka. 

Obsługa bardzo sympatyczna, profesjonalna i nienarzucająca się, wszystko jak należy, zupełnie bez zastrzeżeń. 

Do picia zamówiliśmy herbatę jaśminową w dzbanku, dostaliśmy ją niemal natychmiast, pięknie podaną w ciężkim dzbanuszku, gorącą. Po wypiciu Pani zaproponowała nam dolewkę, miło i praktycznie. Duży plus! 






Jeśli chodzi o część najważniejszą, jedzenie, nasz Groupon obejmował tzw. zestaw II  czyli – 36 elementów sushi + 2 zupy. Cena 95,99 PLN zamiast regularnych 160 PLN, myślę, że całkiem atrakcyjna. 
W skład rzeczonego zestawu wchodziły:


  • ika furai – kalmar w panierce panko, oshinko, sałata, ogórek (futomaki), 6 szt. 
  • yaki sake – grillowany łosoś, ogórek, sałata, serek (futomaki), 6 szt. 
  • sake philadelphia – łosoś, ogórek, serek (uramaki), 8 szt. 
  • sake tarutaru – smażony tatar z łososia lub tuńczyka (futomaki), 6 szt. 
  • spice salmon – pikantny łosoś (hosomaki), 6 szt. 
  • sake – łosoś (nigiri), 2 szt. 
  • ibodai – ryba maślana (nigiri), 2 szt. 
  • 2 x zupa – chikin shiru – bulion z kurczakiem i warzywami

Zupki gorące, fantastycznie doprawione, naprawdę pyszny azjatycki bulion. W środku warzywa, wciąż jeszcze lekko chrupkie, mięciutkie mięso kurczaka, cienko pokrojone grzybki shitake. Mniam! 





I wreszcie 'clue' naszej kolacji - sushi. 

Bardzo ładne podane na przezroczystej, ogromnej płycie. Obok, biała prosta porcelana, małe miseczki na sos sojowy (ciut za małe jak na wielkość futomaków, które trzeba było tam jakoś zamoczyć ;-) ), prosta, elegancja estetyka, tak lubię. 










Samo sushi naprawdę przepyszne! Każde zupełnie inne, super dobrane kompozycje smakowe. 
Ciekawą opcją, której wcześniej nie znaliśmy, były futomaki z tatarem z łososia, smażone w tempurze. Dobrze wykonane, tempura chrupiąca i delikatna, nie za tłusta. 

A mój faworyt? Klasyka! Nigiri z łososiem i sake philadelphia (czyli piękne uromaki z łososiem, ogórkiem i serkiem philadelphia). Ale to już rzecz gustu, co kto lubi :) 








Podsumowując, wyjście naprawdę udane. 
Jedzenie zdecydowanie na wysokim poziomie, nie mam żadnych zastrzeżeń. Oboje wyszliśmy zadowoleni i z uśmiechem na ustach. ps. 36 elementów takiej wielkości to naprawdę baaaardzo dużo :-)

Polecam, zdecydowanie! 

Dzięki i serdecznie pozdrawiam! 


Restauracja Pataya Sushi
ul. Bankowa 5, Gliwice
http://pataya.pl

sobota, 2 maja 2015

Cuda na 'Staromiejskiej 13'! Recenzja. VII Tydzień Restauracji.



Tym razem zacznę inaczej. 
Tym razem zacznę od RESTAURACJI, bo do "Staromiejskiej 13" wybieraliśmy się ... odkąd tylko się otwarła! Marcina Czubaka, szefa kuchni, poznaliśmy przypadkiem na zeszłorocznej Katowickiej MENUfakturze, i kiedy doszły nas słuchy, że otwiera w Kato autorską restaurację - trzymaliśmy kciuki.  
J e s t więc Staromiejska 13! Z perspektywy mojej, klienta, dopracowana w każdym szczególe, kwintesencja tego, co w gotowaniu kocham i szanuję. Sezonowości, świeżych, pięknych produktów, pomysłu i nowoczesnego platingu. To miejsce, gdzie nie uznaje się chodzenia na skróty, miejsce gdzie piecze się fantastyczne chleby, hoduje zioła, miejsce gdzie na zapleczu pekluje się wołowina do nowego menu... 

Kiedy więci tylko ruszył nowy, kolejny, Groupon'owy Tydzień Restauracji, ucieszyłam się niezmiernie widząc ofertę Staromiejskiej 13. Toż i tak się tam wybierałam! 
Swoją drogą, to już siódma (!!) edycja akcji, Tydzień Restauracji cieszy się coraz większą i większą popularnością. I fajnie, bo akcja zacna. Zacna tym bardziej, że ta edycja ma charakter specjalny - część zysku (a konkretnie 10 PLN od każdego sprzedanego Grouponu) zostanie przekazana Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce. Także moi Drodzy, jak to mówią - przyjemne z pożytecznym. 
VII Tydzień Restauracji trwa od 27.04 do 10.05, także wciąż dużo czasu, żeby Groupon zakupić i skonsumować coś pysznego. Pełną lista ofert dla Katowic i okolicy znajdziecie tutaj - klik. 


Tak już mam, że lubię pisać krytyczne recenzje :) Tu uszczypnąć, tam wbić szpileczkę ironii. Wszystko oczywiście ze smakiem i wyczuciem. Bo zawsze są i te dobre aspekty, a konstruktywna krytyka to dobry punkt wyjścia do zmian. Wychodząc ze 'Staromiejskiej 13' już wiedziałam że nic z tego... Będzie absolutnie i w stu procentach pozytywnie. Amen. 
Ale po kolei...

Restauracja mieści się w ścisłym centrum Katowic, przy ... Staromiejskiej 13 :) Lokal z dużą witryną, w środku drewniane segmentowe stoliki, proste ciemne krzesła, długi barowy stolik wzdłuż okna. Fajnie. Klimatycznie. Wszystko ze sporą dawką eleganckiego luzu, tak lubię. Na ścianach, prócz nagiej cegły, ciekawe niebieskości, do których początkowo nie byłam przekonana. Im dłużej siedziałam tym bardziej mi się podobały, tym bardziej że pięknie grało na nich światło. I w ogóle, brawo za oświetlenie, ciekawe i z pomysłem, 'miedziane' rury z żarnikową żarówą, dobre do jedzenia natężenie (choć ciut za ciemno do zdjęć - ale to już moje zawodowe zboczenie. Poratowałam się statywem :)). 
Na stołach kieliszki i prosta biała zastawa. Znów luz i prosta elegancja. Swoją drogą, jest to coś, czego w mieście mi brakowało. Restauracji z jedzeniem na najwyższym (podkreślam n a j w y ż s z y m) poziomie, w przystępnych cenach i ciekawym wnętrzem; jednocześnie zupełnie bez nadęcia i przesady. 








Obsługa, co tu dużo mówić, fantastyczna :) Zero zastrzeżeń, tylko tak dalej! 

Przechodząc do najważniejszego - jedzenie. 
Kupon Groupon - klik, który dzierżyliśmy, obejmował 3-daniową wykwintną kolację dla 2 osób. Cena 119,99 PLN. 
Dania do wyboru z regularnego menu (niewielkie, sezonowe, piękne!), z wyłączeniem dwóch pozycji. Tak więc, po kolei:



Przystawki
  • żurek gryczany, jajko w koszulce, boczek
  • pâté drobiowe, chałka, konfitura z cebuli
  • hummus, podpłomyk, pikle
  • ślimaki, petit-gris, masło czosnkowe, pietruszka (10 szt.)
Dania główne
  • kozi ser, burak, karmel, orzech włoski
  • cezar na ciepło, chrupiące anchois, kurczak, jajko
  • komosa ryżowa, piklowane marchewki, dressing pomarańczowy, kolendra
  • policzki wołowe, fondant, purée selerowe
  • kaczka, morela, sajgonka, romanesco
  • kurczak coq au vin, purée ziemniaczane, pieczarki, boczek
  • mule z trawą cytrynową, chili
  • pęczotto, burak, salsefia, ser pleśniowy
Desery
  • ciasto marchewkowe, granita marchewkowa
  • buraczane semifreddo, czekolada
  • gruszka, karmel, biszkopt imbirowy
  • ser dnia, konfitura, krakersy
Ah, co tu wybrać!? Zdecydowaliśmy się, jak to mamy w zwyczaju, na zamówienie różnych rzeczy, żeby, rzecz jasna, pokosztować jak najwięcej.

Do picia Fritz i świeżo wyciskany sok z pomarańczy. 




W oczekiwaniu na zamówienie dostaliśmy do stolika cudowne słone masło (kto wie jaka jestem masło-żerna, może sobie wyobrazić moją radość!) i świeże pieczywo do wyboru, oczywiście wszystko własnej roboty. Chleb pomidorowy i ciemny z dodatkiem palonego pora, rewelacja! 




Przystawki. Ja - ślimaki, Piotrek - żurek z jajkiem w koszulce. 

Żurek smaczny, gorący, bardzo gęsty i idealnie doprawiony. Cienkie plasterki chrupiącego boczku i miękkie jajo z kremowym, płynnym żółtkiem. Czegóż chcieć więcej? 

A moje ślimaki ... Moje ślimaki to małe arcydzieło! Talerz wyglądał przepięknie, leśna, realistyczna koncepcja, z jadalną ziemią, mchami (coś na kształt wytrawnego biszkoptu, kolor wyglądał mi na herbatę matcha, wybacz ekipo S13 jeśli zupełnie się mylę;-)) i mikro ziołami. Cudo! A co najważniejsze, smakowały równie dobrze jak się prezentowały. Miękkie, delikatne mięso wyciągniętego ze skorupki 'brzydala', świetnie komponowało się z dodatkami. 

(ps. powiedzcie mi proszę, z czego były te małe biało-przezroczyste kulki a'la kawior? Obstawiam udział alginianu sodu i mleczanu wapnia, ale cóż to był za smak?...)

Oto ślimaki... :)






I żurek :-)





Danie główne. 
Dla mnie wybór był jasny, już od dawna chciałam sobie dobrze zrobionego 'beef cheek'a' chapnąć :) Dla Piotrka - kurczak coq au vin z purée ziemniaczanym, pieczarkami i boczkiem. 

I znów ( wiem, że nudno;p ) same pozytywy...Policzki wołowe, tak miękkie, że dosłownie rozpływały się w ustach. Idealna kompozycja z selerowymi dodatkami - super kremowym puree i małą, świeżą sałatką. Ciemny, intensywny, aromatyczny sos. Danie - ideał! Chylę czoła... 






Danie z kurczakiem równie udane. 
Mięso soczyste, z chrupiąca skórką (na talerzu kawałek piersi z kurczaka i nóżka), pyszna, naprawdę pyszna pieczarka (!), delikatne purée. Pięknie wykonana klasyka. 

Warto nadmienić, że wszystkie porcje są naprawdę przyzwoitej wielkości, jeśli obawiacie się mikro-fancy-dań, bez obaw! :) Szczerze mówiąc, po daniu głównym oboje byliśmy już solidnie nasyceni. 







Przyszła pora na desery.
I tu znów miła niespodzianka. Słodkości, które wale nie są za s ł o d k i e , a raczej świetnie wyważone. Fajnie zjeść na deser coś, co dla odmiany nie jest cukrem z cukrem. I najważniejsze, użycie do deserów niestandardowych produktów, brawo za odwagę! 
Jest więc b u r a k. Z buraka semifreddo, piękne, czerwono - buraczane, delikatnie tylko słodkie. I słodka, chrupka beza na przełamanie. Czekoladowy 'puder'.

Jest gruszka i mokry, nasączony syropem imbirowym biszkopt, świeża mięta. 

Zjedliśmy na pół, nie wiem sama który lepszy.. :)







A gdyby tego było mało, na sam koniec Pani przyniosła nam pudełko pełne maleńkich, prześlicznych słodkości. Do kawy, a jakże. Słodkości do wyboru, tak śliczne że konsternacja. Co wybrać? 
Padło na galaretkę marchewkową (była jeszcze porzeczkowa) i truflę z ... gorgonzolą (przedziwne, mega ciekawe połączenie czekolady i wytrawnego pleśniowego sera, z idealną gładką konsystencją).
Z całego zauroczenia i zachwytu nad misternością tych mikro deserków, zapomniałam o aparacie, także foty brak, wybaczcie. Nie pozostaje Wam więc tym bardziej nic innego niż wybrać się samemu, zobaczyć, skosztować i dać się oczarować. 


Na koniec, wspomnę jeszcze, że w 'Staromiejskiej 13' dostępne jest codziennie nowe menu lunchowe, przystawka, danie główne i deser (nie zawarte w głównym menu) w cenie, o ile pamiętam 35 PLN! Myślę, że grzech nie skorzystać! 

Cóż wiele mówić. 
Miała być recenzja, wyszedł psalm pochwalny. Ale uczciwie uprzedzałam, że tak będzie! 
Bezapelacyjnie n a j l e p s z e  na tą chwilę miejsce na kulinarnej mapie Kato! 'Staromiejska 13' postawiła poprzeczkę na godnym poziomie, gratuluję zarówno pomysłu jak i wykonania :) 
Pozdrawiam ciepło Marcina i cała ekipę S13!

ps. Wracamy już po majówce na nowe menu! 


'Staromiejska 13'
http://www.staromiejska13.com
https://www.facebook.com/staromiejska13
Katowice

wtorek, 3 marca 2015

'Strefa 11'. Recenzja. VI Tydzień Restauracji.



W marcu jak w garcu’, tak to chyba było, nie? :) 
Jeśli chodzi o pogodę w Katowicach, to zabawne powiedzonko sprawdza się ostatnio zadziwiająco dobrze! Naprzemiennie śnieżyce, słonko, burza z piorunami(!) i wiatr. Zabawa w ciepło - zimno.

A tymczasem Grouponowski Tydzień Restauracji trwa sobie w najlepsze, i trwać będzie jeszcze do 10 marca. Także macie jeszcze dobrą chwilę, żeby wybrać się tu i ówdzie, do czego szczerze Was zachęcam. 
My, jako drugą restaurację w tej, szóstej już edycji, odwiedziliśmy Strefę 11.
Lokal znajduje się na Ligocie, przy jednej z głównych ulic, już nieco poza miastem. Łatwo tam trafić, z parkowaniem też nie ma żadnego problemu. 

Wnętrze całkiem spore i muszę przyznać że ... wyjątkowo klimatyczne. Choć na pierwszy rzut oka nieco zbyt dużo jak na mój gust dodatków i ozdób, już po chwili zdałam sobie sprawę, że wszystko to jest idealnie skomponowane. Eleganckie stoliki z jasną (super!) zastawą, kilka przytulnych kącików z kanapą, lustra w szerokich ramach z przecieranego drewna, piękne światło (stylowe lampki i sporo świec). Dodatki przemyślane w każdym szczególe, klimatyczne obrazki i małe, przesłodkie pierdółki w stylu trochę shabby chic, trochę prowansalskim. Jest pomysł i nienaganne wykonanie, całość efektu naprawdę ciekawa. 

Obsługa, pełen profesjonalizm, uśmiech i kultura osobista na najwyższym poziomie; absolutnie żadnych zastrzeżeń. 









Kupon Groupon (klik) który dzierżyliśmy obejmował 3-daniową włoską ucztę dla dwóch osób, w cenie 64,99 zł (cena wyjściowa 100 zł). Cena wydaje mi się bardzo, bardzo korzystna, szczególnie z perspektywy, biorąc pod uwagę jakie pyszności nam zaserwowano... ale po 
kolei. 
Do wyboru mieliśmy danie główne i deser. Wybór całkiem spory, wszystkie niemal pozycje brzmiały bardzo dobrze :) i trochę mi zajęło podjęcie decyzji. 






Menu, przekopiowane z oferty. 

Zupa:
  • Minestrone po rzymsku – delikatna włoska zupa z warzywami z nutą bazylii

Danie główne do wyboru (pasty dostępne również w wersji bezglutenowej):
  • Spaghetti aglio olio e peperoncino: klasyczne spaghetti z czosnkiem, oliwą z oliwek, chili i krewetkami
  • Spaghetti bolonose - spaghetti bolognese: makaron spaghetti z klasycznym sosem bolońskim
  • Tagliatelle a spinachi: makaron podany z sosem ze świeżego szpinaku z czosnkiem oraz pomidorami
  • Fusilli z kurczakiem: makaronowe świderki ze szpinakiem, kurczakiem i suszonymi pomidorami
  • Tagliatelle z wędzonym łososiem: makaron w sosie z oliwy z oliwek z wędzonym łososiem z dodatkiem pomidorków cherry
  • Naleśniki ze szpinakiem: naleśniki nadziewane szpinakiem duszonym ze śmietanką, zapiekane z serem gorgonzola
  • Calzone z ricottą i tapenadą: pierożek z ciasta francuskiego nadziewany ricottą i suszonymi pomidorami podany z tapenadą
  • Tarta camembert ze świeżym szpinakiem: szpinak zapieczony z serem camembert w foremce z ciasta francuskiego
  • Szpinakowe gnocchi z leśnymi grzybami: gnocchi z dodatkiem szpinaku, smażone na maśle z grzybami leśnymi, parmezanem i nutą czosnku
  • Italy gratin: grillowana cukinia oraz bakłażan przekładany z pomidorem oraz mozarellą złamany bazyliowym vinaigrette

Deser do wyboru:
  • Sernik – własny wyrób
  • Sernik na gorąco podany z gałką lodów
  • Crème brûlée (tradycyjny deser francuski, aromatyzowany wanilią podany z filetowanymi owocami)
  • Naleśniki Suzette 2 szt. (naleśniki na słodko z delikatnym serkiem podane z bitą śmietaną, kandyzowaną skórką pomarańczową i sosem pomarańczowym)
  • Puchar STREFA 11 (lody w różnych smakach z bitą śmietaną z dodatkiem świeżych owoców i sosem)
  • Tiramisu (delikatny krem skrywający biszkopty nasączone kawą i migdałowym aromatem amaretto)

Myślę, że warto zwrócić uwagę iż restauracja oferuje również pasty w wersji bezglutenowej, pozytywnie, biorąc pod uwagę jak wiele osób wydaje się borykać z tym uczuleniem. 


No to zamawiamy. 
Do picia - herbata w dzbanku dla dwóch osób. Podana od razu, wszystko jak trzeba. 
Dostaliśmy również bardzo przyjemny prezent od restauracji - mini kanapeczka z, obstawiam warzywnym, pasztetem i żurawiną. Na ząb. Małe a cieszy. 







Zupa minestrone, gorący aromatyczny bulion z warzywami. Dobrze doprawiony, a w razie draki mieliśmy do dyspozycji sos sojowy, balsamico, sól i pieprz. Dopieprzyłam, bo lubię. Bez pieprzu też byłoby pysznie. 

Po długim myśleniu i kombinowaniu, zdecydowałam się zamówić gnocchi ze szpinakiem i grzybami leśnymi, z parmezanem i czosnkiem.... ah! Jedno z lepszych dań jakie jadłam ever! Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem, toż to było lepsze niż w toskańskich restauracjach! Gnocchi, idealnie mięciutkie, rozpływające się w ustach, z chrupiącą, złocistą przypieczoną skórką. Dużo, dużo grzybów, naprawdę dużo parmezanu, a to wszystko zanurzone w maśle. Nic lepszego dla siebie, miłośniczki masła, grzybów i włoskich serów nie byłabym w stanie wymyślić. Cudo, naprawdę cudo na talerzu. A, i pięknie podane, w dużym głębokim białym talerzu. Danie ideał, mogłabym jeść bez końca. 
Piotrek zamówił tagliatelle z wędzonym łososiem, z pomidorkami cherry i rukolą. Również bardzo smaczne, makaron al dente, dużo oliwy, odpowiednia ilość dodatków. Piękne, proste, autentyczne włoskie smaki, brawo! 

Na deser zamówiliśmy tiramisu i panna cottę. I tu, jedyny minus całego obiadu, panna cotta, choć pięknie podana, była niestety zbyt twarda... Smak i dodatki, jak najbardziej odpowiednie, jednak konsystencja cóż, pozostawiała wiele do życzenia (za dużo żelatyny? zbyt długo siedziała w lodówce..?) A szkoda, bo po tak pysznym daniu głównym liczyłam na co najmniej smaczny deser. 
Tiramisu dla odmiany było przepyszne, z grubą warstwą sypkiego kakao, miękkimi biszkoptami i idealnymi proporcjami. 











Cóż, mimo małego potknięcia z panna cottą, jestem Strefą 11 z a c h w y c o n a ! To jedna z nielicznych restauracji, gdzie tuż po wyjściu, miałam natychmiastową myśl, żeby wrócić znowu. Na pasty, ah, najchętniej skosztowałabym ich wszystkich! 

Jedzenie na najwyższym poziomie, piękna minimalistyczna estetyka podawanych dań i naprawdę przyjemny wystrój. Prawdziwa włoska kuchnia. 

Dziękujemy też za przemiłą obsługę! 

Wrócimy na pewno. I będziemy polecać. 
Pozdrawiam ciepło Strefę 11 :)


Strefa 11
ul. Panewnicka 201
40-772 Katowice
tel: 32 200 03 78