wtorek, 17 lutego 2015

Dzień kota. I słów kilka (!) o kotach. I o specyfice mięsożercy :)

Emisia z resztką obiadu :)

Dziś przy porannej kawie, przeglądając news feed na fb, natknęłam się na posty dotyczące Dnia Kota. Uśmiechnęłam się, pogłaskałam Moje. Moje mają Dzień Kota co dzień, pomyślałam. 


źródło obrazka: http:tezpotrafierysowac.blogspot.com



A potem, pomyślałam sobie, że już od dawna chciałam Wam tu o nich trochę popisać, tak od siebie, od serca. Bo ciężko jest moją osobę wyizolować od kotów, odkąd je mam, są tak ważną częścią mnie, że trudno mi myśleć i mówić o sobie inaczej niż o kociej mamie :) Kto mnie zna, wie. Każdy kto ma ze mną w ten czy owy sposób do czynienia wie, że jest Emi i jest Wituś. No, nie? Przyznajcie się :-) 

Emi jest śnieżnobiała, ma na główce trzy czarne kleksy i pręgowany, jakby ‚doczepiony’ ogon. Jest dziewczyną i pięknie pozuje do obiektywu. 
Witek jest biało bury. Jest wcieleniem kociego łobuza, wiecznie kombinuje co by tu napsocić, czasem chce zabić siostrę, a potem skrupulatnie ją wylizuje i tuli. 
Emi prawie nie gada, za to mruczy jak traktor. Śmieję się, że całe wokalne możliwości wkłada w mruczenie. Czasem powie, jak jest głodna. 
Witek mruczy cichutko i subtelnie, czasem grucha jak mały gołąbek :) Gada non stop, do siebie i do nas, chodzi i gada, bawi się i gada. Zawsze odpowie jak go zagadujemy. Wszystko rozumie, chodzi za P. jak mały psikot i na zwołanie wskakuje na ramię (tak z podłogi! I tylko Piotrkowi!) 
Emi uwielbia masło i oliwę, nie popuści nawet jednej kropelce. Do czysta wylizuje nóż do smarowania masła. Wylizuje też do czysta swoją miseczkę, i podłogę pod miseczką i miseczkę brata też. 
Wituś uwielbia wszystko, je szybko i zagląda do miski Emi, czy czasem nie ma lepiej, więcej? 
Oba uwielbiają siedzieć w otwartym, zabezpieczonym kocim oknie. Wylegiwać się na słoneczku, albo napuszone jak dwie kulki marznąć na wietrze (muszę wspominać jak marzniemy wtedy my..?!). Nie ma opcji żeby nie otworzyć okna, oba domagają się tego codziennie, tuż po śniadaniu. 
Emi poluje na plamki światła, śpi ze mną nosek w nosek, wstaje kiedy ja, i kładzie się ze mną. Wituś poluje na wszystko, jest silny i mega wysoko skacze. Codziennie przychodzi pociumać uszko.. (ssie płatek ucha, tak już ma od dziecka...), czasem śpi na Piotrka głowie, czasem gdzie indziej.





Dużo pisania by było, gdybym zaczęła opowiadać. Wiecie co? Materiału jest spokojnie na kolejnego bloga (!) i kto wie czy kiedyś tego projektu się nie podejmę. Ale to nie na teraz, nie na tutaj. 
Koty adoptowaliśmy ( ja i P. ma się rozumieć. Z góry Cię kochanie przepraszam jeśli nie zawsze używam zwrotu Nasze koty. Oczywiście, że nasze! A jednocześnie też Moje. I Twoje też :) ), już prawie dwa i pół roku temu. Było dużo wątpliwości i przyznam, że głównie z mojej strony, wielki lęk przed odpowiedzialnością ( tu, pewnie uśmiechają się wszyscy, będący rodzicami :-) ). Całe niemal życie miałam pieska, i nic, ale to kompletnie nic o kotach nie wiedziałam. Kiedy padała decyzja, weszliśmy na stronę Fundacji Adopcyjnej ( w naszym przypadku była to Szara Przystań), jak dobrze że są fundacje, które robią dla tych cudnych drapieżników tyle dobrego! I zobaczyliśmy je na zdjęciach. Małe, białe stworki z trójkątnymi mordkami, uszami - gigantami i sterczącymi antenkami w miejscu ogonków :) Takie dwa łobuzy :) Nasze Ci one! 
Pamiętam jak pierwszy raz przytuliłam maluchy...Łzy w oczach i wzruszenie. Potem już tylko gigantyczne pokłady miłości i cierpliwości, aż czasem sama się sobie dziwię hehe :)





A potem... zaczęłam czytać. 
Najpierw w ‚polskim internecie’, potem anglojęzyczne opracowania. Potem naukowe artykuły o biochemii kociego organizmu, o specyfice funkcjonowania mięsożercy i łowcy. Bo nie zapominajmy, że taki właśnie nasz domowy kot jest - i wiele się tu od dzikich kotów nie różni. Ba, nie różni się wcale! Kotowate pozostają najdoskonalszymi drapieżnikami stworzonymi przez naturę. I jeśli przyjąć do wiadomości, z całymi jego konsekwencjami, ten prosty fakt, cała reszta jest już logiczna i przyjemna. Nie mam zamiaru Wam tu serwować wykładu na temat żywienia mięsożercy, tak jak powiedziałam wcześniej, to dużo materiału. Choć przyznam, że zaczęłam już tłumaczyć co niektóre artykuły, więc może takie rzeczy też kiedyś się tu (bądź na innym, kocim blogu) pojawią. Jeśli macie koty, i jesteście czegoś ciekawi, czy chcecie o coś zapytać - piszcie śmiało! Chętnie na takie pytania odpowiem. 
Co niektórzy zapytają pewnie, za kogo Ty się uważasz?! Przecież nie jesteś weterynarzem?! 
Też bez rozwodzenia, odpowiem; rozejrzyjcie się po gabinetach weterynaryjnych w Polsce. Co zobaczycie? Royal Canin, tudzież Hills. Podpowiem tylko że ‚pet food companies’ to trochę jak firmy farmaceutyczne, idą za tym wszystkim ogromne (!) pieniądze, i to, że Wasz weterynarz poleca Waszemu Kotu Rolaya dla kastratów, nie znaczy że jest złym lekarzem. Stop. Choć trochę może tak... Ale tak już tutaj jest, fajnie jest wiedzieć swoje i robić swoje...
Więc do rzeczy. Kilka podstaw. Jeśli chcecie więcej, piszcie na pirv.  

A. 

Kot jest m i ę s o ż e r c ą. Mięsożercy jedzą... mięso! Tak, ta zaskakująca prawda jest podstawą do całej reszty. Sprawdź skład swojej suchej karmy. Ile ma węglowodanów? Ile czegoś, co producenci nazywają ‚mięsem’? I pytanie do Ciebie, czy jadłbyś takie ‚mięso’, gdybyś był kotem?... Kot to drapieżnik, a drapieżnik to nie kura żeby ją za przeproszeniem tuczyć węglowodanami. Wybaczcie dosadność, ale aż się denerwuję jak o tym myślę. Jedynymi węglowodanami kota w naturze, jest treść pokarmowa ofiary. Czyli nie więcej niż 2% całego spożywanego ‚posiłku’. Reszta to... mięso, podroby, kości, skóra; czyli białko, tłuszcze, sole mineralne.

‚Ale moja sucha karma ma dobry skład’ powiecie. Zgadzam się, są suche znacznie lepiej zbilansowane, z godziwą ilością ‚mięsa’ i względnie małą węgli (np zredukowaną z 60 do ‚jedynie’ 20%... ). Co dla kota i tak jest (dużo!) za dużo. Ale jest jeszcze jedna sprawa.... - czyt. punkt B. 

B. 

Kot w naturze pobiera płyny z pożywienia. Tak, z p o ż y w i e n i a. Czyli wróć punkt a - z mięsa, z ofiary. Ciało ofiary ma przecież ponad 80% wody, tak i nasze btw. Sucha karma? Jak sama nazwa wskazuje jest s u c h a ; 8 - 10% wody. Wniosek? Ciągłe, permanentne odwodnienie kota, który pijąc, próbuje uzupełnić ogromny deficyt wody. Stąd już tylko krok od najczęstszej przyczyny powstawiania kamieni w pęcherzu. Za mało wody = zagęszczenie moczu = wytrącanie soli mineralnych. 
Moje koty nie piją de facto wcale. Wysikują hektolitry, są zdrowe i wesołe. Każdemu, kto nie wierzy - zróbcie eksperyment. Odstawcie suche, dajcie kotu mięso. Może być puszka dobrej jakości (o tym zaraz) lub trochę surowego. Poobserwujecie. Gwarantuję, że przestanie pić i zacznie więcej sikać :) Tak powinno być! 

C.

Koty w naturze są chude! Widzieliście kiedyś otyłego lwa?... I jak myślicie, skąd bierze się w społeczeństwie epidemia otyłości kotów? Kocia cukrzyca? Kamienie? W większości przypadków (nie mówię że zawsze!) z nieprawidłowego żywienia... Kot nie potrzebuje węgli, ergo jego organizm nie jest przystosowany do ich sensownego wykorzystania. Całość cukrów jest magazynowana w tkankę tłuszczową.

Pewnie część z Was jest przekonana że to przez kastrację :-) A czy Twój weterynarz nie polecił Ci czasem suchej, s p e c j a l i s t y c z n e j karmy dla kastratów. Jeśli tak, patrz wyżej - masz odpowiedź. Kocia karma dla kastratów, (niby) zapobiegająca powstawianiu kamieni, kochani, no niestety taka karma działa właśnie zupełnie odwrotnie... I kółko ładnie się zamyka. 

I jest dużo, dużo więcej! 

Powiem tak. Emi i Witek jedzą surowe mięsko (skrzydełko z kością i skórą - jest idealne! zawiera wszystkie składniki pełnowartościowego kociego posiłku, we właściwych proporcjach), surowe podroby (uwielbiają serduszka), Witek przepada za wołowiną, Emi za rybami. Jedzą też puszki, których skład jest przeze mnie policzony i przeliczony (bo producenci nie mają obowiązku podawać procentowej ilości węgli) i mają różne tricki na to żeby nas zwieść (np. 90% mięsa!). Trzeba liczyć. To proste, piszcie jeśli chcecie więcej szczegółów. Dla zainteresowanych, mogę nawet przesłać listę produktów naprawdę dobrej jakości - będę spokojna o Wasze koty jeśli będą takie puszki jadły :) 
Witek i Emila są zdrowe, mają błyszczące futra i czyste ząbki. Oba są wysterylizowane (mimo że to naprawdę nieprzyjemne, nie było wyjścia :( ), szczupłe i umięśnione jak dwie małe pantery. 
Jedzą dwa lub trzy razy dziennie, w sumie dostając ok 200 g mięsa na kota (zasada jest prosta, 50 - 60 g mięsa na 1kg dorosłego kota). 

I wiem, doskonale wiem że na suchym jest łatwo, wystarczy sypnąć raz dziennie :) Rozumiem to, naprawdę! Ale wybieram zdrowie i dobre samopoczucie zwierzaków, niech mają dobre życie, skoro już zdecydowałam się je mieć i kochać. 

„Nie stać mnie” słyszałam czasem jako odpowiedź na moje rady. Mylisz się. Skrzydełko kosztuje 60 - 80 gr. 100 g serc - trochę ponad złotówkę. Policz, ile wydajesz na suche? A ile wydasz w przyszłości na weterynarza?

Nikogo nie krytykuję i nie namawiam. To Wasza decyzja. 
Oczywiście cały tekst jest mojego autorstwa i powstał na podstawie mojej wiedzy o kotach, mojego czytania, liczenia i dociekania. 
Nie jestem lekarzem weterynarii. 

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Jeśli chcecie coś zmienić w żywieniu swoich małych mięsożerców, piszcie! Jeśli tylko będę wiedziała, chętnie odpowiem na Wasze pytania, czy wątpliwości. 
Jeśli chcecie poczytać czy dowiedzieć się więcej, tutaj jest strona, z której w dużej mierze się uczyłam. Artykuły są napisane przystępnym językiem, poczytajcie jeśli potrzebujecie bardziej niż ja wiarygodnego autorytetu :)

A może chcecie żebym pisała też o kotach tutaj? 



Pozdrawiam Was Kochani i Wasze Koty :)

ps. I kilka zdjęć, z dosłownie "przed chwili" :) 
Więcej fotek moich kocich dzieciaków znajdziecie na moim Instagramie - klik. 









17 komentarzy:

  1. fajny wpis, ja ostatnio się przeraziłam na wieść o znajomej która sama przeszła na weganizm i .....serwuje również swoim kotom wegańską karmę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany... masakra.. :( Biedne kotki ;/

      Usuń
  2. Cudne słodziaki:) Wszystkiego dobrego dla nich z okazji Dnia Kota i na co dzień!:)
    Kiedyś słyszałam, że nie powinno dawać się zwierzętom kurzych kości.
    Nie miałaś nigdy problemów podając je swoim kotom?
    Zawsze bardzo chętnie czytam o kotach, więc pisz!:)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to prawda, ale tyczy się kurzych kości GOTOWANYCH (tudzież pieczonych. Generalnie poddanych obróbce cieplnej) :) Zmieniają one swoją strukturę molekularną, stają się bardzo kruche i faktycznie mogę uszkodzić przewód pokarmowy zwierzaka. Dlatego kości 'z obiadu' nie dajemy!
      Surowa kość jest zupełnie bezpieczna i naturalna (przecież nikt nie obiera kotkom kosteczek z upolowanego ptaka :) ) moje jedzą takie skrzydełko średnio 3 x w tygodniu, zjadają CAŁE :) Sporadycznie dostają też małe skrzydełko z kaczki.
      Dzięki za feedback, będę pisać!

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  3. W naszym domu są dwa koty: Chrupka i Klakier. Chrupka jest drobna, Klakier "konkretny" i duży :) Chrupka zje, żeby zaspokoić głód, Klakier kocha jedzenie ;)
    Dieta naszych "dzieci" to mieszanka suchego, saszetek (są lepszej jakości niż puszki) i mięsa: wołowina, serduszka, czasem sparzony filet z kurczaka. Wodę mają zawsze czystą, zmienianą kilka razy dziennie jak trzeba :) Nie mamy z nimi kłopotów zdrowotnych (odpukać!), to jest dwoje cudownych i szalonych sierściuszków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudnie jest mieć dwa kotemy, prawda Małgosiu? Relacja między nimi jest bezcenna!:)
      Twoje kotki to też rodzeństwo?
      Najważniejsze że dajesz im też mokre jedzonko i świeże mięso, a nie tylko suchy pokarm. Co do saszetek i puszek, to nie ma reguły, naprawdę wszystko zależy od producenta i trzeba po prostu czytać skład :-)
      Buziaki dla Ciebie, Chrupki i Klakiera!;-*

      Usuń
    2. nasze koty są przygarnięte, takie znajdki :) czytam składy i porównuję nawet jakościowo tę samą potrawkę z puszki i z saszetki, przeraża mnie różnica...
      kliknęłam Cię na instagramie, zajrzyj do moich kotełków ;)

      Usuń
    3. Też Cię 'kliknęłam':-) Sliczne są! Srebrna dziewczyna i rudzielec :))

      Usuń
  4. Cudowne te Wasze koty! Piękne zdjęcia Nat.
    Uściski :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Madziu :* Twój Maciuś też cudny kocurek :-)

      Usuń
  5. Bardzo chętnie dowiedziałabym się, jakie puszki (czy "mokre karmy") polecasz! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martynko, napisz proszę do mnie na priv (natalia.rusinowska@onet.eu) albo na fb w prywatnej wiadomości. Prześlę Ci listę produktów :)

      Usuń
  6. bardzo piękne zdjęcia kotów, aż człowieka ochota nachodzi aby mieć takiego milusińskiego ale trzeba być odpowiedzialnym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, decydując się na adopcję każdej żywej istotki trzeba być odpowiedzialnym :) W moim wypadku kocia miłość wynagrodziła wszystkie niedogodności i rozwiała wątpliwości :-D
      Fajnie, że foty się podobają!

      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. O, fajnie. Kuchnia i koty, luuubię. Sama mam trzy fundacyjne futra. To jedna z najlepszych "rzeczy" w moim życiu. Dożywotnia psychopatyczna miłość :). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha Monia, ładnie ro ujęłaś - 'dożywotnia, psychopatyczna' kocia miłość :D Mam to samo :)) Zresztą, pewnie nie trudno to z tekstu wywnioskować ;)
      Pozdrawiam ciepło Kochana! Buziaki też dla trzech kocich nosków :)

      Usuń
  8. piekne te Wasze kociska:)) my dwa tygodnie temu przygarnelismy Franka.. wlasnie rozgladam sie za karma dla niego, bo wstyd sie przyznac, ale kupilam mu zwykla sieciowke na poczatek i juz wiem ze one mu nie sluza... jesli to nie problem napisz mi prosze jakie ilosci karmy suchej i mokrej powienien jesc taki 10 tyg kociak i jakie karmy sa najlepsze dla niego..moj adres mailowy to a.torbiak@gmail.com. Pozdrawiamy z Wysp:))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Wam za odwiedziny i feedback w postaci komentarzy :) Pozdrawiam i zapraszam ponownie!