Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 marca 2013

Masala Dosa. Wersja polska.




Cienki, o g r o m n y  placek, oryginalnie na mące ryżowej.
W środku ziemniaki, cebula i cała masa przypraw. 
Salty albo plain lassi, do popicia. W niekoniecznie c z y s t e j szklance. 
A potem dolewka, takie dobre (!)
Indie. Bombaj. Mała, b a r d z o lokalna knajpka. 
Zajadamy Masalę Dosę.

*   *   *

Zobaczyłam przepis u Liski, i też postanowiłam odświeżyć kulinarne wspomnienia. 
Co prawda, nie smakuje tak jak  t a m... 
Ale - j e s t smaczne, pikantne, aromatyczne. Do popicia pasuje kefir. 
Polecam bardzo ! =)



Masala Dosa. (w ‘wersji polskiej’)

/Inspiracja – ten przepis
Przepis na oryginalną Masalę Dosę znajdziecie np. tu. 



N a l e ś n i k i:
180g mąki pszennej
300ml mleka, najlepiej pełnotłustego
2 jajka
½ łyżeczki soli
1 łyżka oleju, do smażenia

N a d z i e n i e:
500g ziemniaków, obranych, pokrojonych w kostkę
1 duża cebula, pokrojona w piórka
3 łyżki oleju roślinnego
1 łyżeczka nasion musztardowca
2 suszone papryczki chilli, pokruszone
2 łyżeczki mielonej kolendry
½ łyżeczki kurkumy
½ łyżeczki przyprawy garam masala


W misce miksujemy składniki na naleśniki. 
Na dużej patelni rozgrzewamy tłuszcz, smażymy jak najcieńsze placki.

Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie.
Na patelni rozgrzewamy olej, wsypujemy nasiona musztardowca i chilli. Kiedy nasiona zaczną ‘podskakiwać’ na patelni (po ok. ½ min.), dodajemy cebulę, i na mniejszym ogniu, najlepiej pod przykryciem, dusimy ją do miękkości (ok. 15 – 20 min).
Do miękkiej już cebuli wlewamy ok. ½ szklanki wody, gotujemy kilka minut, aż lekko odparuje.
Dodajemy pozostałe przyprawy (kurkumę, kolendrę i garam masalę), i wrzucamy na patelnię ugotowane wcześniej ziemniaki. Dokładnie mieszamy i smażymy jeszcze przez kilka minut.
Gotowe!  :)

Podajemy z naleśnikami i kefirem.


Smacznego!





piątek, 13 stycznia 2012

Ekspolozja smaków. Indyjskie Khitcherie





Indie w miseczce.
Khitcherie tak zaskakuje połączeniami smaków i różnorodnością, jak Indie właśnie.
Słodawo – pikantne.
Aromatyczne.
Bardzo rozgrzewające.






Indyjskie Khitcherie
/porcja dla dwóch osób. Źródło – przepis Małgosi z Pieprz czy Wanilia/


½ szkl. ugotowanej ciecierzycy 
2-3 łyżki sklarowanego masła /lub oleju roślinnego/1 mała cebula, drobno posiekana
2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
½ – 1 łyżeczki świeżej zielonej papryczki chilli – drobno posiekanej
1 łyżka świeżego imbiru drobno utartego
½ łyżeczki mielonej kurkumy
½ łyżeczki sproszkowanego kuminu
½ łyżeczki przyprawy garam masala
1 łyżeczka soli
1 laska cynamonu
½ szkl. ryżu basmati  / przepłukanego pod bieżącą wodą/
1/3 szkl. rodzynek
1 szkl. gorącej wody
1 łyżka soku z limonki
1/3 szkl. orzechów nerkowca, uprażonych na patelni




Na dużej, głębokiej patelni rozgrzewamy sklarowane masło, smażymy na nim cebulkę /do zeszklenia/. Dorzucamy czosnek, imbir, papryczkę oraz przyprawy – kurkumę, kumin i garam masalę. Smażyć aż przyprawy zaczną pachnieć /ok 30 sek/.
Dodajemy ryż, ciecierzycę, rodzynki i laskę cynamonu i zalewamy całość wodą. Doprowadzamy do wrzenia, po czym zmniejszamy ogień  i mieszając od czasu do czasu, gotujemy aż ryż będzie miękki.
Przed podaniem skrapiamy sokiem z cytryny i posypujemy uprażonymi na suchej patelni orzechami nerkowca.


Smacznego!




piątek, 9 grudnia 2011

Masala dal. Smak Indii w zimową szarówkę.






Indyjsko.
Kolorowo.
Pikantnie i aromatycznie.
Rozgrzewająco.


Cała kuchnia pachnie kuminem. I imbirem.
Najulubieniej.
I przychodzi zapomnienie wiatru i deszczu za szarym oknem.








Masala dal
/przepis dla dwóch osób/


1 szklanka czerwonej soczewicy (gotowej, w puszce czy kartoniku lub ugotowana sucha soczewica)
1 puszka pomidorów
1 średniej wielkości cebula, pokrojona w piórka
4 ząbki czosnku, drobno posiekane
ok. 5 cm kwałek świeżego imbiru
1 garść orzechów nerkowca
1 zielona papryczka chili
3 łyżki oliwy z oliwek (lub innego oleju roślinnego)
1 łyżeczka ziaren kuminu indyjskiego
1 łyżeczka ziaren czarnej gorcycy
1 łyżka mielonej kolendry
½ łyżeczki kurkumy
½ łyżeczki czerwonej mielonej papryki
½ łyżeczki soli
1 łyżeczka mieszanki garam masala

Imbir i czosnek i zieloną chilli zmiksować na gładką masę (najwygodniej robi się to za pomocą ręcznego blendera). Odstawić.

Na patelni rozgrzać oliwę z oliwek, dodać ziarna gorczycy i kumin, smażyć, aż zaczną podskakiwać na patelni (uważajcie, żeby ich nie przypalić – stracą wtedy smak…). Dodać orzechy nerkowca i pokrojoną w pióra cebulę. Dusić pod przykryciem na małym ogniu aż zmięknie (ok. 10 min). Wlać na patelnię puree z pomidorów, chilli, czosnku i imbiru, gotować kilka minut, aż nieco zgęstnieje.

Na koniec dodać soczewicę oraz pozostałe przyprawy: kolendrę, kurkumę, czerwoną paprykę i przyprawę garam masala. Posolić do smaku (jeśli wcześniej nie dosalaliśmy, to całkiem solidnie).
Podawać z chlebkiem naan, lub ryżem basmati (u mnie z dodatkiem kurkum i curry).

Smacznego!




wtorek, 30 sierpnia 2011

Bakłażanowe Curry. Z miłości do bakłażanów.





Już jakiś czas temu zorientowałam się, że chyba z połowa moich przepisów zawiera… bakłażany :)
I to bynajmniej nie grają one tam drugo-, trzecio-planowej roli. O nie!
Bakłażany w roli głównej, kluczowej.
Moje ulubione, w każdej postaci.

Dziś – bakłażanowe Curry.
Na nutę indyjską.

Zdecydowanie polecam!





Curry bakłażanowe
/na dwie, dość solidne porcje/


2 średniej wielkości bakłażany, pokrojone w kostkę, posolone
1 cebula, pokrojona w piórka

4 – 5 ząbków czosnku, drobno posiekanych
ok. 5 cm kawałek imbiru, drobno startego
60 g orzechów nerkowca /lub ich solidna garść/

ok. 5 – 6 łyżek oliwy z oliwek /ewentualnie oleju roślinnego/
1 łyżeczka octu winnego

½ łyżeczki nasion kozieradki
1 łyżeczka nasion gorczycy
1 łyżeczka nasion kuminu
1½ łyżeczki mielonego kuminu indyjskiego
1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
1 łyżeczka mielonej kurkumy
1 łyżeczka curry
¼ - ½ łyżeczki suszonej chilli w płatkach /lub pepperoncino/
* 200 ml mleka kokosowego, opcjonalnie. Tutaj jest wersja bez, i również smakuje fantastycznie. Ważne jest, żeby bakłażan był n a p r a w d ę upieczony do miękkości – danie nie będzie wtedy suche.

Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek (ok. 2 łyżek). Wrzucamy imbir, czosnek i orzechy nerkowca, smażymy 2 – 3 min aż zacznie wyraźnie pachnieć. Ściągamy patelni i odstawiamy na bok.

Na tej samej patelni rozgrzewamy pozostałą oliwę, dodajemy kozieradkę, nasiona kuminu i gorczycy, a gdy zaczną ‘skwierczeć’, wrzucamy pokrojone w kostkę bakłażany i cebulę. Smażymy na dość dużym ogniu przez ok. 10 – 12 min, aż bakłażany będą bardzo miękkie, a skórka wyraźnie przypieczona /w razie potrzeby można dodać oliwy/.

Pod koniec smażenia dodajemy chilli/pepperoncino, masę imbirowo – czosnkową  z orzechami i pozostałe przyprawy (mielony kumin, kurkumę, kolendrę i curry). Smażymy całość jeszcze 2 – 3 min, ewentualnie dosalamy do smaku, doprawiamy octem winnym.

Podajemy z ryżem /akurat miałam brązowy, długoziarnisty/ lub/i chlebkiem naan.


Smacznego!





Przepis z przyjemnością dodaję do akcji - warzywa psiankowate

niedziela, 21 sierpnia 2011

‘… two Kingfishers and Garlic Naan please!’ Czyli rzecz o Indyjskich chlebkach Naan.



Takimi słowami niemal zawsze kończyło się nasze zamówienie w indyjskich knajpkach.

I,  o ile będąc tam, w Indiach po raz pierwszy, dopiero odkrywaliśmy, co i jak, tak za drugim razem doskonale wiadomo było, co  k o n i e c z n i e  musi znaleźć się w zamówieniu.

Garlic Naan!

Idealny jako przystawka - żeby zaspokoić pierwszy głód. 
I do lokalnego piwa - schłodzonego Kingfishera.

Czekając na zamówienie w maleńkiej tawernie, uwielbialiśmy skubać go powoli palcami.
Patrzeć w ocean.
Na zachód słońca.
Grac w szachy.
Prowadzić (zażarte nieraz) dyskusje o wszystkim i o niczym.

Maleńkie knajpki nad brzegiem oceanu. Indie, Goa 2010

A Garlic Naan jest naprawdę banalny w wykonaniu.
I przepyszny!
Idealny solo, do piwa, jeszcze ciepły, chrupiący.
I jako dodatek do dań kuchni Indyjskiej, warzywnego Curry, Chole Palaku, czy Dalu.
I do leczo, bynajmniej nie Indyjskiego :)

Gorąco polecam!





Garlic Naan. Czosnkowy chlebek Naan.
/na 4 - 6 chlebków/
Źródło: ten przepis

300 g mąki pszennej
125 ml mleka, lekko podgrzanego
4 łyżki jogurtu naturalnego
1 łyżka oleju roślinnego np. słonecznikowego
2 łyżeczki drożdży instant
1 łyżeczka soli
ok 3 łyżki roztopionego lub miękkiego masła do posmarowania chlebków
4 - 5 ząbków czosnku, drobno posiekanych

W dużej misce wymieszać mąkę z drożdżami i solą.

Dodać jogurt, olej, cieple mleko i wyrabiać do uzyskania gładkiego, dość miękkiego ciasta /bardzo szybko i  wygodnie wyrabia się to ciasto za pomocą ręcznego miksera/.

Gotowe ciasto przykryć ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia /naprawdę wystarcza na 15 - 20 min/.
W tym czasie drobno siekamy czosnek i nagrzewamy piekarnik do temp. 240 st. C. Nagrzewamy też blachę, na której będą piekły się chlebki lub kamień do pizzy - jeżeli taki posiadacie. Ja piekłam na blasze.

Wyrośnięte ciasto wykładamy na stolnice/blat oprószony mąką i dzielimy na 4 lub 6 części. /Ja zazwyczaj robie 6 mniejszych I cieńszych chlebków, takie też łatwiej układa się  później na blasze. /
Z każdego  kawałka ciasta niedbale uformować chlebek o podłużnym kształcie, grubość Naanu jest tak naprawdę kwestią upodobań. Moje chlebki miały ok ½ - 1 cm grubości, cieńsze w środku, zdecydowanie grubsze na brzegach.
Każdy chlebek posmarować cienko masłem i posypać posiekanym czosnkiem.

Gorącą blachę wyciągnąć z piekarnika, lekko oprószyć mąką i delikatnie ułożyć na niej chlebki. 
Piec 10 - 15 min, aż wyraźnie napęcznieją i zarumienią się na brzegach.



Smacznego!


I jeszcze kilka zdjęć z Goa.

Sweet Lake Huts. Naprawdę, nie potrzeba nic więcej prócz bambusowej chatki na plaży do mieszkania, słońca i cudownej kuchni....
Wybrzeże Goa - Arambol. Indie, 2010
Widok z góry na 'naszą' zatoczkę. Indie, Goa 2010.





piątek, 29 lipca 2011

Cukinia, bakłażan i pieczarki. Warzywne Curry.



W zimnej / tak, wciąż zimnej – straciłam już nadzieję na lato…/ Norwegii na dobre rozsmakowałam się w Indyjskiej kuchni.
Na patelni skwierczy kumin i ziarna gorczycy.
Można zamknąć oczy i zamarzyć o Indiach.
Wrócę raz jeszcze – na pewno :)

Tym czasem zaczynam przyswajać sobie powoli wiedzę o Kolumbii, Ekwadorze i Peru.
I jestem coraz bardziej zachwycona.
Przeglądam zdjęcia z Karaibskich plaż bez śladu cywilizacji.
I z Andów.
Z miasteczek tętniących salsą.

Byle do października…

Kochani, dzisiaj proste w przygotowaniu warzywne Curry.
Możemy wrzucić ulubione warzywa – i wyjdzie :)
Nie zarażajcie się jeśli nie macie w s z y s t k i c h wykorzystanych przeze mnie przypraw – pominiecie jedną czy dwie – też będzie pyszne i zasmakuje Indiami.

Do tego przygotowałam Garlic Naan – przepis na niego zamieszczę wkrótce.

Polecam!



Warzywne Curry
/ porcja dla 2 – 3 osób /
Inspiracja - ten przepis

1 mały bakłażan
½ dużej cukinii
3 młode ziemniaki
5 dużych pieczarek
¼ łyżeczki pepperoncino

6 łyżek oleju roślinnego /użyłam oliwy z oliwek/

4 – 5 ząbków czosnku, posiekanych
5 cm kawałek świeżego imbiru, startego na tarce
½ dużej cebuli, pokrojonej w piórka
1 łyżeczka mielonego kardamonu
1 łyżeczka nasion kuminu Indyjskiego
1 łyżeczka nasion gorczycy
1 łyżeczka nasion kozieradki
1 łyżeczka mielonej kolendry
½ łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka curry
1 łyżeczka mieszanki garam masala

200 ml kwaśniej śmietany 18% lub jogurtu naturalnego
 

Na głębokiej patelni rozgrzać olej.

Wrzucić ziarna kuminu, kozieradki i musztardowca, smażyć ciągle mieszając aż zaczną pachnieć / nie przypalcie, bo przyprawy stracą smak /
Dodać kardamon, zamieszać.
Następnie dorzucamy cebulę i smażymy na średnim ogniu 2 – 3 min – aż się zaszkli.
Dodajemy imbir i czosnek, znów smażymy 2 – 3 min po czym dodajemy resztę przypraw / curry, kurkumę, kolendrę i garam masalę /, oraz śmietanę.
Mieszając, gotować całość ok. 3 min. 
Jeśli sos będzie za gęsty, można dolać nieco wody.

Bakłażana kroimy w dość grubą kostkę, smażymy na oliwie z oliwek. Pod koniec smażenia dodajemy pepperoncino.

Cukinię kroimy w grube ćwierć – plastry, pieczarki na ćwiartki i również podsmażamy. Ja lubię gdy warzywa zachowują chrupkość, dlatego nie smażyłam ich zbyt długo.

Ziemniaki ugotować w osobnym garnuszku, powinny być miękkie, ale nie mogą się rozwalać.

Wszystkie warzywa wrzucamy na patelnię z sosem, dokładnie mieszamy. Dosmaczamy solą i świeżo mielonym pieprzem / używam kolorowego /.

Curry podałam, tak jak sugeruje Liska, z ryżem basmati gotowanym z kardamonem i laską cynamonu. 
I z chlebkiem Naan. 



 Smacznego!






Dodaje do akcji - Cukinia 2011


piątek, 22 lipca 2011

Indyjskie smaki. Chole Palak.



Chole Palak to nic innego jak fasolka garbanzo znana w Polsce pod nazwą ciecierzycy (chole) i świeży szpinak (palak) – tyle że po Indyjsku :)


Zapewniam Was, że gdy już raz skompletujecie sobie wszystkie potrzebne przyprawy, dania kuchni Indyjskiej staną się nie tylko bardzo dostępne, ale również szybkie i naprawdę proste w przygotowaniu.


A efekt zawsze zadziwia bogactwem smaku.
Jest dla mnie coś magicznego w Indyjskich aromatach ... 


Bardzo, bardzo polecam :)






Chole Palak
/ porcja dla dwóch – trzech osób/
źródło: ten przepis

1 opakowanie/puszka fasolki garbanzo - ciecierzycy ( chole )
3 garście liści szpinaku ( palak; użyłam baby spinach )
1 puszka pomidorów
4 ząbki czosnku, drobno posiekane
ok. 5 cm kwałek świeżego imbiru
1 zielona papryczka chili
3 łyżki oleju
1 łyżeczka ziaren kuminu indyjskiego
1 łyżka mielonej kolendry
½ łyżeczki kurkumy
½ łyżeczki czerwonej mielonej papryki
½ łyżeczki soli
1 łyżeczka mieszanki garam masala


Pomidory, imbir i zielone chili miksujemy na gładką masę / najlepiej użyć do tego celu ręcznego blendera /

Na dużej patelni rozgrzewamy olej.
Wrzucamy nasiona kuminu i czosnek. Gdy zaczną ‘pękać’ dodajemy kolejno: puree pomidorowo – imbirowe, kolendrę, kurkumę, czerwoną paprykę, i gotujemy całość ok. 4 – 5 min na średnim ogniu.

Gdy woda z pomidorów nieco odparuje, dodać szpinak oraz dosolić do smaku. Jeśli sos jest za gęsty, można dodać ½ szklanki wody / ja zawsze dodaję, N. / Gotować pod przykryciem 7 – 8 min.
Na samym końcu dodać fasolkę garbanzo i mieszankę przypraw garam masala.

Podawajmy gorące, z ryżem lub chlebkiem naan.

Smacznego!







poniedziałek, 6 czerwca 2011

Co powiecie na trochę m a r c h e w k i ? Indyjska Gajar Halava.




Po raz pierwszy /prócz tej ‘Woodstockowej’/ jadłam halavę w Indiach.
Nasza pierwsza wyprawa w tamte strony, dużo ekscytacji, nieustanny zachwyt, trochę niepewności.

Amritsar – stolica Sikhów. Północno – zachodnia część Indii.
Zatrzymujemy się w drodze na północ, w indyjskie Himalaje. I jeśli miałabym opisać moje wrażenie w jednym słowie, powiedziałabym bez wahania – m a g i a.
Amritsar jest dla Sikhów niczym Mekka dla Muzułmanów, a Dabar Sahib – Golden Temple, najwyższym miejscem kultu.

Tam też się zatrzymujemy. Wokół masy pielgrzymów, ogromne dormitoria, wszędzie niezwykłość i kolory. Ludzie siedzą lub leżą wokół, na porozkładanych chustach. Lub wprost na posadzce.

Noc. Pod bosymi stopami ciepły jeszcze od słońca marmur. W dzień tak gorący że parzy - w nocy przyjemnie kojący.
Kompleks Golden Temple lśni, światło odbija się od wody wokół. Tam obmywają się wierzący hindusi. Wchodzą powoli po schodach i znikają na moment pod taflą wody.
Cisza. Jak na Indie jest naprawdę cicho.

Przed druga w nocy idziemy usiąść przed Świątynią – czekamy wraz z kolorowo ubranym tłumem na jej otwarcie.
Od północy do godziny drugiej, złoto z którego jest zbudowana, myte  jest ciepłym m l e k i e m. Zgromadzone kobiety zaczynają śpiewać monotonnymi głosami. Czekamy na otwarcie…

To jeden z bardziej nasyconych magią momentów z naszych podróży po Azji.
Kolorowy, śpiewający w środku nocy tłum, majestat i precyzja świątynnego kompleksu… udzielający się bez względu na wszystko podniosły nastrój… i.. zapach ciepłego mleka…
Takie są właśnie Indie…

Wychodząc, dostajemy od jednego z kapłanów ciepłą, pachnącą kulkę.
Kapłan wybiera masę  z wielkiej michy, lekko ugniata w rękach i wkłada w nasze dłonie.
Patrzymy z niepewnością na szarawą papkę.
Czy to się je??
Wąchamy – pachnie. Kosztujemy – cudowne!
Halava – prawdziwa. Prawdziwie Indyjska.

Amritsar, Golden Temple nocą. Indie, 2008.
Amritsar, Golden Temple. Indie, 2008.

Amritsar, poranek w świątyni.
Indie, 2008.

Halavę można robić zarówno  z kaszy mannej /taką jadłam w Amritsar/ jak i z marchwi. Dzisiaj proponuję marchewkową – naprawdę zadziwia smakiem!
Gdy zrobiłam ja po raz pierwszy, Piotrek długo zgadywał zanim wpadł na właściwy trop – bazą deseru jest… m a r c h e w k a.


Gajar halava. Halava z marchwi.

½ kg marchwi, startej na tarce na długie i cienkie wiórki
½ kostki masła
1 szklanka /250 ml/ mleka
40 – 60 g cukru
½ łyżeczki mielonego kardamonu
¼ łyżeczki mielonej kolendry
¼ łyżeczki kurkumy
1 garść rodzynek
1 garść nie solonych pistacji, pokruszonych /*jeśli są solone, obrać z łupinek, przepłukać wodą i wysuszyć na patelni/




Roztopić masło na patelni.
Dodać potartą na cienkie niteczki marchewkę. Smażyć na dużym ogniu, ciągle mieszając aż się zarumieni / 10 – 15 min/. Im bardziej przysmażona marchew / powinna zmienić kolor z pomarańczowego na złocisty/, tym lepsza halava.  

Następnie stopniowo dodawać podgrzane mleko, kardamon, kurkumę i kolendrę.

Na sam koniec dodać cukier, i gotować całość, aż mleko odparuje, a masa będzie gęsta i wyraźnie zacznie odchodzić od ścianek patelni.

Dodać pistacje i rodzynki / lub inne, Wasze ulubione bakalie/

Przełożyć do pojemnika /najlepiej płaskiego/, dokładnie ‘ubić’ masę i zostawić do wystudzenia.
Podawać pokrojoną w kostkę, lub nabierać kulki łyżką do lodów.

Smacznego!!





poniedziałek, 16 maja 2011

Kocham Indie! Indyjskie Curry z krewetkami i orzechami nerkowca.




Kocham Indie!
Mamią kolorami, zapachami, smakami…

Do Indii trzeba się przyzwyczaić – nie każdy potrafi, nie każdy lubi.
Jest prawdziwie. Co nie zawsze znaczy, że fajnie. Że łatwo. Oj nie. Indie są jak owoc obdarty ze skórki – czysta esencja życia. Okrutna, ale prawdziwa. Nie pozostawia żadnych złudzeń – tak żyje większość ludzi na świecie. Na kupie, ciasno, brudno. Na ulicach kaleki i żebracy. Czasem żebraczki. Z niemowlętami.
Często boli w środku, bardzo głęboko - od samego patrzenia.

A mimo wszystko kocham Indie.
Kocham serdeczność ludzi – niewymuszoną, i mimo wszystko. Ich podejście do zwierząt, natury i życia. Wiele moglibyśmy, my Europejczycy uczyć się od Hindusów.

No i kuchnia. Tego chyba nie muszę zachwalać :)
Nie boję się tej ulicznej, z garkuchni rozstawionych na ulicach, z blaszanych naczyń i przepłukanych wodą szklanek.
Staję w kolejce wśród Hindusów i czekam na moją porcję. Wszystko jest ostre i wyraźne – jak całe Indie. Jem palcami, na stojąco. Tłum i zgiełk wokół.  Przechodzi krowa. Zjada resztki, i skórki owoców wyrzucone na ulicę.

Nieustanny przepływ materii i energii.
Po prostu magia Indii…




Zdjęcia zrobione na ulicach Delhi. Indie 2008.
Wbrew temu wszystkiemu stosunkowo rzadko przyrządzam w domu dania z kuchni Indyjskiej. Jakoś… czuję że cała ‘otoczka’ ma tutaj duże znaczenie.
Innymi słowy – w domu nie smakuje tak jak tam, w Indiach. Ale i tak smakuje pysznie!
Bardzo, bardzo polecam!

Indyjskie Curry z krewetkami i orzechami nerkowca. W sosie z mleka kokosowego.
/przepis na dwie – trzy porcje/

/Na podstawie przepisu Liski w Whiteplate/

5 łyżek oliwy z oliwek
4 – 5 ząbków czosnku, przeciśniętych przez praskę
20 g świeżego imbiru, startego na tarce
60 g orzechów nerkowca
½ łyżeczki nasion kozieradki
1 łyżeczka nasion musztardowca /użyłam nasion gorczycy, N)
1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
¾ - 1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka mielonego kminu
½ - 1 łyżeczki pepperoncino
1 duża cebula, pokrojona w piórka
400 g /u mnie jedna puszka/ mleka kokosowego
2 łyżki octu winnego
300 – 350 g dużych krewetek
200 g ryżu /u mnie basmati/ do podania

Imbir i czosnek urzec w moździerzu na gładką masę, dodać jedną łyżkę wody /oczywiście można zmiksować/.
Na patelni rozgrzać łyżkę oliwy, wrzucić pastę z czosnku i imbiru oraz orzechy nerkowca. Smażyć chwilkę, aż wyraźnie zacznie pachnieć. Zdjąć z patelni i odstawić.

Wlać na patelnię /tą samą/ resztę oliwy, dodać nasiona kozieradki i gorczycy, smażyć aż zaczną lekko ‘podskakiwać’ na patelni.
Dodać cebulę,  dusić ją na średnim ogniu pod przykryciem – aż zmięknie /ale nie zbrązowieje; ok. 10 – 15 min/. Dodać pastę z orzechów, czosnku i imbiru oraz pozostałe przyprawy ( kolendrę, kurkumę, kmin i pepperoncino), dosolić do smaku, ewentualnie dodać 3 – 4 łyżki wody.
Gdy woda odparuje wlać na patelnię mleko kokosowe i gotować aż sos wyraźnie zgęstnieje. Dodać 2 łyżki octu winnego (tutaj jeszcze dodatkowo dosoliłam i dopieprzyłam potrawę świeżo zmielonym kolorowym pieprzem)
Dodać krewetki i dusić je, aż staną się różowe i ‘skręcone’.

Podałam z białym, gotowanym ryżem basmati.
Danie jest pyszne, i tak intensywne w smaku, że nie trzeba w żaden sposób ‘ulepszać’ ryżu :)

Smacznego!



wtorek, 19 kwietnia 2011

Słodko... słodko... bardzo słodko! I aromatycznie. Indyjskie Jalebi czyli ‘ciastka ze szmatki’.




Na ulicy indyskiego Jaipuru hindus wyciska ciasto na rozgrzany olej.
Wyciska je  z e   s z m a t y .
Szmata nie wyglądała na pierwszej świeżości, a już na pewno nie pierwszej czystości.. Ale jakie ciastka! Na potrzeby chwili nazwaliśmy je zwyczajnie ‘ciastkami ze szmaty’ i zajadaliśmy się z nimi w ulicznym kurzu z kawałka szarego papieru.

Słodkie do bólu.
Piękne, w kolorze.
Klejące. Ręce kleją się i nie ma ich gdzie umyć.

Wielu podróżujących Europejczyków boi się ulicznych specjałów. Kosztowanie to odkrywanie.
Nie bójmy się ciastek ze szmaty!


Oryginalne jalebi robione na Indyjskich ulicach.
To zdjęcie zrobiłam w Jaipurze w 2008 roku.


Długo szukałam przepisu.
W końcu pozbierałam informacje z różnych źródeł i zrobiłam ‘na oko’.
Jak wyszło? Idealnie!



Jalebi
(mała miseczka – czyli mini-deser dla dwóch osób)

Składniki:
Ciasto:

½ szklanki mąki pszennej
½ łyżeczki suchych drożdży
1 łyżeczka drobnego cukru
2 łyżeczki ciepłej wody (do rozrobienia zaczynu z drożdży)
½  szklanki wody
2 łyżki oleju roślinnego
1 pełna łyżka kwaśnej śmietany 18%

Olej roślinny do smażenia (*użyłam słonecznikowego)

Do miski wsypać mąkę, dodać śmietanę i olej.
Rozrobić suche drożdże z cukrem i ciepłą wodą, dodać zaczyn do mąki.
Intensywnie mieszając dodawać wody – ostatecznie ciasto ma być gładkie, lśniące, konsystencji znacznie gęstszej niż naleśnikowe.
W razie potrzeby można dosypać mąki, lub dodać odrobinę więcej wody.

Odstawić pod przykryciem do wyrośnięcia (*odstawiłam na godzinę)

Wyciskać ciasto cienką strużką na rozgrzany, dość głęboki olej. Można użyć do tego woreczka foliowego z odciętym rożkiem lub szprycy cukierniczej.

Smażyć z obu stron na złoty kolor. Uwaga! Jalebi smażą się szybko więc uważajcie żeby ich nie przypalić :)
Wyłożyć na papierowy ręcznik żeby odsączyć je z nadmiaru tłuszczu (hindusi tego nie robili :) )

Syrop:

1/3 szklanki wody
1 szklanka cukru
1 łyżka soku z cytryny
½ łyżeczki mielonego kardamonu
¼ łyżeczki (dosłownie kilka nitek) szafranu

Połączyć wszystko w garnuszku, zagotować mieszając od czasu do czasu. Ściągnąć z ognia.

Zanurzać usmażone jalebi z syropie.
Jeść na ciepło lub po ostygnięciu. Dobre z zimnym mlekiem.

Smecznego!